Creatio Fantastica # 26
Creatio Fantastica XXVI
Bez wstępu. Oby do rzeczy.
Pasterz Upiorów – Rafał Dębski (Fantasmagoricon)
Być może to Andrzej Sapkowski jest autorem najbardziej znanej polskiej powieści z gatunku historycznego fantasy, ale Rafał Dębski jest z całą pewnością tym, który ten gatunek najciekawiej rozwija. Zawarte w tym zbiorze opowiadania są tego dobrym dowodem. Poruszające się czasami na granicy horroru opowieści, rozgrywające się w miłych sercu realiach historycznych, okraszone są doskonale odmierzonymi dawkami mitologii słowiańskiej, z której wywodzące się bóstwa i demony nabierają niespodziewanie realnego wymiaru. Strzygi, upiory i inne niesamowite istoty bliższe są nam w końcu niż celtyckie elfy czy nordyckie krasnoludy.
Ale wpasowywanie twórcy powieści „Łzy Nemezis" i „Przy końcu drogi" w ramy „twórcy jednego gatunku" nie jest dobrym pomysłem, o czym również „Pasterz Upiorów" przekonuje. Autor radzi sobie świetnie zarówno z realiami początku XX wieku, futurystycznej kosmicznej podróży, czy postmodernistycznego fantasy. Nieobce mu są Lovecraftowskie klimaty, nie boi się też sięgać po - zdawałoby się do cna wyprane - popularne motywy chrześcijańskie.
Zatem - przed Państwem Rafał Dębski, w różnych kostiumach, ale wciąż tak samo znakomity.

Rafał Dębski, Pasterz Upiorów
Wydawca: Fantasmagoricon
Seria: Odmienne stany fantastyki
Data wydania: listopad 2007
ISBN: 978-83-925540-5-9
Tytuły opowiadań:
Moc okruchu
Zwykła dziewka
Kosmiczne opętanie
Narodziny nadziei
Tajemnica śmierci Alberto Diaza
Ujarzmić miasto
Rafał Dębski, rocznik ‘69, zodiakalny Bliźniak. Psycholog z wykształcenia i wykonywanego zawodu, pracuje w gimnazjum, gdzie ma okazję śledzić opłakane skutki reformy szkolnictwa.
Zarabiał na życie rożnie: w Integracyjnej Twórczej Szkole Podstawowej w Warszawie, Krajowym Biurze Interpolu, z osobami niewidomymi i upośledzonymi, w Domu Pomocy Społecznej... Ponadto jest dziennikarzem.
Swoje fascynacje określa jako miecz i komputer. To pierwsze wynika z zauroczenia Rafała rycerstwem i kulturą Średniowiecza. Czynnie uprawia walkę bronią białą wszelkiego autoramentu, ma swoją małą Drużynę Rycerską Pod Wezwaniem Don Kichota z La Manczy. Do zainteresowań dochodzi jeszcze fizyka, astronomia i filozofia. Spośród myślicieli nie lubi właściwie tylko Hegla, Marksa i egzystencjalistów, co wynika z jego przekonań. Czuje ogromną i uzasadnioną odrazę do wszelkich nachalnych ideologii, szczególnie barwy czerwonej...
Szczęśliwy mąż swojej żony i dumny autor dwójki dzieci płci różnej.
Debiutował w NF w 1998 r. tekstem „Siódmy liść", potem współpracował m. in. z Feniksem, MiM, SF (obecnie: Science-Fiction, Fantasy i Horror) Gazetą Rycerską i Odkrywcą. Jego pierwsza powieść „Łzy Nemezis" (2005) została przez czytelników przyjęta bardzo dobrze.
Z Wrocławiem jest związany z racji urodzenia; pochodzi z Oleśnicy, miasta stanowiącego coś, co się niegdyś określało mianem miejscowości socsatelitarnej dla metropolii.
Przygodę z szeroko pojętą literaturą rozpoczął we wczesnym dzieciństwie. Wpierw pożerał książki Bohdana Peteckiego - namiętnie i po wielekroć. Następnie przyszedł Lem, Sniegow, Bułyczow, Lovecraft, Poe, a równolegle Howard z Conanem, Tolkien z „Władcą Pierścieni"... Zaczytywał się też Nienackim (do dziś uważa, że - jeśli chodzi o literaturę związaną z zagadkami przeszłości - pisarz ten stoi o niebo wyżej od niejakiego Dana Browna, a na pewno jest nieporównanie rzetelniejszy faktograficznie). Ulubiony pisarz - Karol Bunsch, szczególnie „Dzikowy skarb" i trylogia o Aleksandrze Macedońskim. Poza tym Alistair MacLean, z wyróżnieniem nurtu wojennego, Brian Callison za niewymuszony dowcip, wreszcie Dumas ojciec i syn - niesamowity warsztat i siła przekonywania... Zresztą, to tylko parę nazwisk z baaardzooooo długiej listy...
Pasterz Upiorów (fragment)
Kiedy zapłonął dach, przerażona kobieta, tuląc do piersi kilkuletniego chłopca, rozkazała otworzyć drzwi. Nie chciała, by z jej przyczyny ginęli niewinni ludzie. Nie chciała, żeby sczezły w ogniu jej dzieci. Machinalnie głaskała po głowie dziewczynkę uczepioną kurczowo matczynej spódnicy.
Do środka, chrzęszcząc kolczugą i ostrogami, wtargnął potężny woj, zaraz za nim kilku innych. Wywlekli wszystkich na zewnątrz. Obietnica zaniechania gwałtu okazała się łgarstwem. Rozpoczęli bezlitosną kaźń.
Jeden za drugim czeladź kładła głowy na pień, bez wyboru - i mężczyźni, i okrutnie pohańbione niewiasty. Na koniec wyrwano dzieci zrozpaczonej matce. Chłopiec ogromnymi z przerażenia oczami wpatrywał się w twarz oprawcy. Ten roześmiał się i powiedział coś, co wywołało śmiech pozostałych.
- Ciebie, suko - zwrócił się do kobiety, łamiąc twardo słowiańską mowę - zawiedziemy do nowego pana. On cię wydoli pocieszyć, jak mniemam, choć różnie o nim powiadają w tym względzie.
Jego słowom towarzyszył rechot żołdaków.
- A może my ją wpierw pocieszymy, Udo?
- Zamknąć się! - warknął dowódca. - Zadość wam było dziewek!
Umilkli natychmiast. Udo popchnął brutalnie chłopca.
- Zadzierzgnąć go gdzie przy bramie. Krwi bękartów przelać Pan zabronił, ale wszak w ten sposób nie utoczymy ni kropli.
Kobieta rzuciła się do przodu, ale zatrzymało ją mocne ramię, dzierżące skrwawiony miecz. Szarpała się przez chwilę z wojakiem, po czym bezsilnie zwisła, patrząc z przerażeniem i rozpaczą na to, co miało się zaraz stać. Chłopiec posłusznie poszedł za żołnierzem, w martwym bezruchu patrzył, jak tamten przerzuca linę przez belkę. Z dziecięcych oczu popłynęły łzy, podobnie jak bywa, gdy na rzeź idzie owca czy jagnię. Pętla wokół wątłej szyi wyglądała niczym okazały sobolowy kołnierz. Nim zbrojny dobrze podciągnął drobne ciałko na powrozie, kobieta chwyciła oburącz ostrze zagradzającego jej drogę miecza, skierowała sztych w swoją pierś i zanim zaskoczony mężczyzna zdążył cokolwiek zrobić, postąpiła energicznie naprzód. Dziewczynka za jej plecami zaniosła się płaczem.
Przed Udem stanął mąż słusznej postury. Do tej pory trzymał się z boku, nie biorąc czynnego udziału w wydarzeniach.
- Nie podziękuje wam Ostępa za takie wywiązanie się z zadania - odezwał się niskim, zdartym od wydawania komend głosem, wskazując na zwłoki kobiety.
Przywódca zbójów wzruszył ramionami.
- Ano nie podziękuje - warknął i splunął ze złością na trupa. - Ścierwo głupie. Sam widziałeś, Żegota, żeśmy babie krzywdy nijakiej nie uczynili. A wszak ją jeno Topór kazał przyprowadzić. O szczeniętach nic nie mówił. Ba, nawet wskazywał, żeby jakoś się ich pozbyć. Sam słyszałeś, tak i siak gadał, że dokładnie nie szło odgadnąć, o co mu chodzi.
Żegota bez słowa bardzo długo patrzył mu w oczy. Potem odwrócił się gwałtownie.
- Tę małą też na sznur - wskazał łkającą dziewczynkę. - I pogrzebać ich w jednym dole, opodal, na wzgórku. Krzyża jeno nie ważcie się stawiać. Pan Ostępa zakazał!












