Creatio Fantastica # 26
Creatio Fantastica XXVI
Bez wstępu. Oby do rzeczy.
Igła w manhattańskim sianie
Mike Resnick – laureat wielu nagród, autor wielu książek, nieraz uważanych za ikony SF (wspominając choćby serię Starship). Dawno temu, w roku 1983, napisał powieść Na tropie jednorożca. Śledziliśmy w niej losy detektywa Johna Mallory‘ego, który został przeniesiony z Manhattanu do świata równoległego. Pomimo (często pozornej) zgodności budynków i ulic, zasiedlała go gama fantastycznych istot – goblinów, wampirów, krasnoludów czy elfów. Magiczne społeczeństwo XXI wieku.
Przez piętnaście lat nie mogliśmy dowiedzieć się, jakie były dalsze losy Mallory’ego, aż wreszcie w 2008 wydana została kontynuacja: Na tropie wampira. Nasz detektyw jest już poważanym i znanym członkiem społeczeństwa, nie obcym przybyszem jak w pierwszej części. Akcja powieści zaczyna się o zmierzchu w noc Wszystkich Świętych – Halloween. Mallory chce ją spokojnie spędzić razem ze współpracowniczką, Winnifredą Carruthers, jednak jak słusznie podejrzewacie, nie będzie mu to dane. Winnifreda nagle mdleje, a detektyw znajduje na jej szyi ślady ugryzienia. Jak się okazuje, przypłynął do niej z Europy bratanek, Rupert Newton, który dziwnym trafem ukrywa się przed światłem i jest chorobliwie blady. Nie będę zdradzał dalszych szczegółów, jednak możecie się spodziewać denata, mordercy i zwrotów akcji.
Powieść nie jest do końca kryminałem, pomimo że występuje w niej morderstwo i detektyw, który ma rozwiązać jego zagadkę. Bardziej niż o zagadkę kryminalną chodzi w niej jednak o przedstawienie alternatywnego Nowego Jorku, wyśmianie figury detektywa-twardziela czy zaprezentowanie specyficznego humoru autora. Wydarzenia płyną raczej leniwie, pomiędzy nimi pełno rozmaitych przerywników, swoistych mrugnięć okiem do czytelnika. Często ma się też wrażenie, zwłaszcza w pierwszych rozdziałach, że działania Mallory’ego nie popychają śledztwa do przodu. Nie, żeby detektyw nie znał się na swojej robocie. Zwyczajnie: Manhattan wielkim jest, a znaleźć tam kogoś, kto nie chce być odszukanym, do prostych nie należy.

Co do specyficznego humoru, przytoczę dwa przykłady: Hej, doktorku (...) facet ma sześć strzał w klacie, toporek w potylicy i dwie kule w sercu, ale wciąż się upiera, że go żona otruła. Albo: O nie, oni mają tyle rozumu we łbach, że nie rozwścieczają kapitana, umierając w jego obecności, na służbie. Wiedzą, że polazłby za nimi na piekieł i przywlókł za kudły z powrotem. Do tego mamy do czynienia z ciągłym cynizmem Malloryego i wygłupami jego towarzyszy – kobiety-kota Feliny, małego ciałem, ale wielkiego duchem (do czasu nadejścia zagrożenia) wampira Kijaszka McGuire’a i smoka – pisarza powieści kryminalnych, Nathana Botsa, który każe się tytułować Łuskowatym Jimem Chandlerem. Oprócz zabawnych postaci pojawiają się tu alternatywne wersje budynków z Manhattanu, Vampire State Building czy Madison Round Garden z napisem „Nie do kwadratu” nad wejściem.
Książka (przynajmniej dla mnie) ma jedną wadę – za cholerę nie chce się do niej wracać. Nie miałem problemów z przeczytaniem jej raz, ale próba powrotu zakończyła się klęską. Gagi nie śmieszą już tak bardzo, chociaż istnieje szansa na odkopanie nowego smaczku, odnalezienia kolejnego odniesienia.
W ramach podsumowania – czytelnik otrzymuje tytuł bardzo składnie przetłumaczony, który jest trochę pastiszem powieści detektywistycznej, trochę jednym wielkim mrugnięciem do czytelnika, a trochę opowieścią o tym, co by było, gdyby fantastyczne społeczeństwo trafiło do XXI wieku. Czyta się przyjemnie i szybko, pomimo braku napięcia i palpitacji serca w trakcie lektury. Jeśli ktoś lubi Resnicka, alternatywne fantasy, bądź lekki kryminał, jest to książka dla niego.
Dla ciekawych – powstała już trzecia część cyklu, Stalking the Dragon, która jeszcze nie została wydana w Polsce.
Bartłomiej Żądło
Mike Resnick, Na tropie wampira
tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Fabryka Słów 2009
ISBN:978-83-7574-13












