Creatio Fantastica # 26
Creatio Fantastica XXVI
Bez wstępu. Oby do rzeczy.
Widzę trupa!
Niejeden raz czytelnicy mieli do czynienia z fabułą zawiązaną według modelu: normalnego nastolatka spotyka wydarzenie, które niszczy jego codzienność. Teraz liczy się tylko to, jak dobrze autor rozegra taki początek. Czy pójdzie przetartym szlakiem, czy też zaskoczy błyskotliwym rozwiązaniem fabuły? Kelley Armstrong zrobiła coś jeszcze innego. Sprawiła, że nie wiadomo, o co chodzi.
Prolog powieści zapowiada, że czytelnik będzie miał do czynienia z horrorem, a przynajmniej z pomysłem zbliżonym do Szóstego zmysłu M. Nighta Shyamalana. Mała Chloe widzi w piwnicy rodzinnego domu zmarłych ludzi, ale kiedy czytelnik zostaje przeniesiony o dwanaście lat w przyszłość, okazuje się, że nastolatka prowadzi w miarę normalne życie. Normalne o tyle, o ile normalne jest życie bez matki i z ojcem w ciągłych rozjazdach, nieustanne przeprowadzki z miejsca na miejsce oraz dzieciństwo w towarzystwie gospodyń i pod czułą opieką ciotki. Chloe jest nastolatką, która z dużą elastycznością jest w stanie dostosować się do wszystkiego. Z wyjątkiem nagabywania przez spalonego woźnego ze szkoły. Czy w związku z tym jest nekromantką – czy też osobą cierpiącą z powodu schizofrenii? Trudno spodziewać się po autorce piszącej fantastykę, że zacznie opowiadać historię o chorej psychicznie nastolatce. Chociaż oczywiście czytelnik bywa zaskakiwany przez autora – na przykład Anne Rice porzuciła ostatnio mroczne wampiry na rzecz fabularyzowanej biografii Jezusa Chrystusa.
O ile początek zapowiadał horror i to niekoniecznie najwyższych lotów, o tyle należy pochwalić autorkę za to, że nie poszła w tę stronę i nie napisała kolejnego teen slashera. Zamiast tego niestandardowo pokazała życie nastolatki, której świat nagle wywraca się do góry nogami. Wątki grozy pojawiają się, ale to nie one są najważniejszą częścią powieści. Dość długo nie wiadomo, o co tu tak naprawdę chodzi i należy przyznać, że sprawa ta nie wyjaśnia się do końca. Jest to z pewnością kwestia zachęcenia czytelników do sięgnięcia po następny tom, ale przede wszystkim wynika z konstrukcji fabuły rozplanowanej na kilka części. Czytelnik w Wezwaniu poznaje świat Chloe, głównych protagonistów, ale nie dowiaduje się, co łączy wszystkich bohaterów, co kieruje ich postępowaniem, a przede wszystkim – jakie chcą osiągnąć cele. Oprócz tego, że jak zwykle chodzi o władzę. Sam tytuł pierwszego tomu również nie jest jednoznaczny.

Trzeba przyznać, że autorka ciekawie przedstawiła przemyślenia bohaterki odnośnie choroby psychicznej, walkę z tą diagnozą, powolną akceptację, a później równie powolne przekonywanie się, że to, co widzi i słyszy, nie jest objawem schizofrenii. Podobnie realistyczna jest wizja ośrodka dla młodzieży z problemami psychicznymi i obraz stosunków panujących wśród jego pacjentów.
Główna bohaterka ma dużą wiedzę teoretyczną na temat filmów i ich kręcenia. Ta pasja przydaje jej się w stresujących chwilach, gdy dystansuje się do wydarzeń i na chłodno analizuje to, co się wokół niej dzieje. Chociaż nawet taka postawa nie zawsze okazuje się dla niej wybawieniem, bo i ta obrona przed rzeczywistością rozpada się pod dotknięciem martwej, kościstej dłoni. Z drugiej strony ilość nawiązań do filmów grozy jest przytłaczająca, chociaż umotywowana zainteresowaniami bohaterki.
Powieść Kelley Armstrong nie pretenduje do miana książki ambitnej. Jest to historia, która może nie należy do najprostszych, z pewnością natomiast nie skłania czytelnika do wnikliwej analizy. Wezwanie to książka rozrywkowa, skierowana raczej do czytelnika o niewielkim doświadczeniu literackim. Powieść jednak napisana jest tak, że przykuwa uwagę. Paradoksalnie, z tego powodu czytelnikom z pewnością nie spodoba się jej zakończenie oraz perspektywa oczekiwania na kolejny tom trylogii, która w międzyczasie rozrosła się do czterech części.
Urszula Sarnecka
Kelley Armstrong Wezwanie
tłumaczenie: Jerzy Łoziński
Zysk i S-ka, 2010
ISBN: 978-83-7506-501-5












