Creatio Fantastica # 26
Creatio Fantastica XXVI
Bez wstępu. Oby do rzeczy.
Ziemia dla ziemniaków
Doczekaliśmy się po raz kolejny wyprawienia części ludzkości na Marsa. Tym razem, zgodnie ze słowami jednego z bohaterów książki, na Czerwoną Planetę polecieli ci, których świat nie potrzebował, których ktoś uznał za zasługujących na wytępienie. Można się więc spodziewać, że w Marsie Rafała Kosika główne role grają (w zależności od preferencji czytelnika) księża, Żydzi, politycy i recenzenci.
Niestety po lekturze powieści nie mogę nic powiedzieć o losie tych ostatnich, aczkolwiek nie przypuszczam, by łatwo poradzili sobie na niegościnnej ziemi. Biorąc pod uwagę, że na pierwszej pozaziemskiej kolonii obowiązuje zakaz spełniania praktyk religijnych, jasno widać, iż wszyscy deklarujący jakąkolwiek wiarę mają problem. Zostają zatem politycy – i tu cały misterny plan interpretacyjny wali się w gruzy, bo ci na Marsie mają się świetnie. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej części powieści.
Pomówmy o fabule – najpierw sądzimy, że Doris i Allen ratują świat, zakończenie historii z roku 2305 przywraca jednak rzeczywiste proporcje ich heroizmowi. Jared i Valerie z 2340 roku nie próbują nawet udawać, że robią cokolwiek dla kogoś innego niż tylko dla siebie, a i tak efekt ich starań jest w zasadzie ten sam. Mało kogo obchodzi. Zarówno spektakularne bohaterstwo, jak i pewnego rodzaju „praca u podstaw” jednostek nie przynoszą efektów i są zupełnie nieistotne.
Ta gorzka konstatacja ciągnie się za wszystkimi jak dotąd bohaterami „dorosłych” powieści Rafała Kosika. Autor zarówno w Marsie, Verticalu, jak i w nagrodzonym Zajdlem Kameleonie przekonuje nas wyraźnie, że historia lubi się powtarzać. A to (w przypadkowej kolejności) uwięzi bohaterów w pętli czasowej, a to każe jakiejś kosmicznej istocie powielać i wyolbrzymiać głupotę ludzkości, a to po prostu pokaże nam, co dzieje się raz na trzydzieści lat.

Rzecz ciekawa, że jak do tej pory żadnym ze swoich dzieł, nawet tych skierowanych do młodszych czytelników, nie udało się Rafałowi Kosikowi namówić mnie do czegoś innego poza zdystansowaną obserwacją mniej lub bardziej bezradnej szamotaniny jego bohaterów. Jest w jego pierwszoplanowych postaciach coś obcego, coś, co sprawia, że nie potrafię przejąć ich perspektywy. W przypadku Kameleona było to w pewien sposób zrozumiałe – miałem przecież do czynienia z odwzorowaniem i uproszczeniem człowieka, z kolei bohaterowie Verticala żyli w świecie tak odmiennym od mojego, że znacznie więcej czasu poświęciłem na rozgryzanie jego tajemnicy niż na tworzeniu sobie własnych wizerunków postaci. Problem Marsa leży chyba w tym, że Allen i Doris są… tak bardzo standardowi w swoim „klasycznym świecie SF”. Autor używa ich do odkrywania kolejnych części gry, w którą grają politycy, a gdy większość elementów zostaje ujawniona, po prostu się ich pozbywa. Za to Jared i Valerie... cóż, choć uwielbiam cyberpunka, przyznaję się bez bicia, że cierpię na ostrą technofobię i mając te wszystkie udogodnienia i bajery co oni, po prostu bym sobie powyrywał te wszystkie, które bym znalazł, a potem postarał się unieszkodliwić pozostałe. Real jest mi znacznie milszy niż wirtualne czy papierowe iluzje. Czasem się zastanawiam, po co ja w ogóle czytam…?
Nie miałem przyjemności z ostatnimi częściami Felixa, Neta i Niki, więc trudno mi stwierdzić, czy ich dziecięcy bohaterowie wraz z wiekiem nabywają nieco gorzkiego doświadczenia o świecie. Być może tak – wtedy taki już-nie-taki-młody czytelnik łatwiej zniesie ten bolesny fakt, że w Rafała Kosika światach „dla dorosłych” próżno szukać szczęśliwych zakończeń, a świat, który mogliśmy zmienić, jeśli tylko byśmy się postarali, jest dokładnie tak zły, jak można się było spodziewać.
Warto zadać sobie pytanie, o czym będzie następna książka autora? Deklaruje się on jako twórca hołdujący klasycznej SF, aczkolwiek filozoficznie bliżej mu chyba do literatury dystopijnej. Ale, powiedzmy sobie szczerze, ileż można? Trzy powieści dla dorosłego odbiorcy i za każdym razem najsympatyczniejszy, mający w sobie odrobinę heroizmu, a w gruncie rzeczy zwyczajny, ludzki bohater rozbija się o ścianę, daje się wkręcić w tryby machiny historii.
Być może zatem doczekamy się kiedyś „przejściowej” powieści Rafała Kosika, która pozwoli dorastającemu czytelnikowi przejść spokojnie przez czas, gdy książki przestają już wytyczać nam proste drogi, napełniać serca nadzieją i wiarą w zwycięstwo, a jeszcze nie nauczyliśmy się, że życie jest poza nimi. Że warto w nich szukać pytań, a nie odpowiedzi, bo tych powinniśmy udzielić sami. Że ten paskudny, rozpadający się (albo na odwrót – bezczelnie niezamierzający się rozpaść) świat opisany w „dorosłej” literaturze jest równie prawdziwy, co ten przepiękny i przesympatyczny z dziecięcej.
Wróćmy jednak na ziemię… to jest do Marsa. Autor przyznaje się do dokonania pewnych przeróbek w stosunku do pierwszego wydania, którego nie znam, więc trudno mi je porównywać. Dobrze by jednak było, gdyby korekta zwróciła uwagę na przecinki, które – szczególnie na początku powieści – mają tendencje do pojawiania się w różnych dziwnych miejscach, a znikania stamtąd, gdzie być powinny.
Debiut ustawił Rafała Kosika w bardzo konkretnej pozycji startowej, a z perspektywy czasu wydaje mi się, że swoimi trzema książkami powiedział już wystarczająco wiele o determinizmie i konieczności jego przełamywania. Philip K. Dick potrafił całe życie pisać o swej niepewności co do natury świata i wielokrotnie ubierał to w zaskakujące słowa, ale osobiście wolałbym, by polscy autorzy, od których oczekuje się oryginalnego spojrzenia na fantastykę i rzeczywistość, potrafili na obie patrzeć z wielu perspektyw.
Obojętnie jednak, jak widzę całą dotychczasową karierę autora, warto zauważyć, że Mars całkiem nieźle nadaje się na to, by od niego rozpoczynać zaznajamianie się z twórczością Rafała Kosika. Zresztą – tak jak każda inna jego powieść, bo przy wszystkich zarzutach, jakie mógłbym do nich mieć, Mars daje dobre pojęcie o tym, co i jak autor chciał dotąd powiedzieć swoim czytelnikom. Pozwala zapoznać się ze stylem. I – być może – zachęca do lektury kolejnych książek.
Sławomir Spasiewicz
Rafał Kosik, Mars
Powergraph 2009
ISBN: 978-83-61187-09-7












