Creatio Fantastica

Creatio Fantastica # 26

Creatio Fantastica XXVI

Bez wstępu. Oby do rzeczy.



Pożytek z imperium

 

Dawno, dawno temu, w czasach, kiedy ludzie chodzili albo boso, albo w sandałach, powstało, rozwinęło się, aż w końcu upadło imperium rzymskie. Pozostały po nim mniej lub bardziej malownicze ruiny porozrzucane po sporej części Europy, prawo rzymskie, moc wspomnień oraz nieśmiertelny archetyp imperium, do którego odwołują się pisarze fantasy. Może i dobrze? Łatwiej nam wszak przyswoić sobie światy, które już znamy.


Robert M. Wegner nie próbuje w swojej książce eksperymentować. Wie, co dla czytelnika najlepsze, dlatego opiera się na sprawdzonych metodach. W Opowieściach z meekhańskiego pogranicza mamy i trochę znajome czytelnikowi imperium asymilujące powoli, lecz skuteczne podbijane ludy, których kultury i obyczaje także nie wydają się specjalnie obce. Nawet bohaterowie Wegnera to starzy znajomi z setek opowieści o zawodowych twardzielach. Fabuły kolejnych opowiadań składających się na zbiór to bez wyjątku opowieści o honorze, obowiązku i miłości oraz – nierzadko – konfliktach między nimi. Brzmi znajomo? Aż nadto. Wydawać by się więc mogło, że dostajemy kolejną wariację na przerabiane do znudzenia tematy. Czemu więc zawarte w zbiorze opowiadania czyta się tak dobrze, zupełnie bez znużenia i wrażenia, że to wszystko już kiedyś było? Ba – czytając Wegnera, miałem wrażenie, że obcuję z literaturą owszem, popularną, której do doskonałości nieco jeszcze brakuje, ale przy tym wszystkim pasjonującą i – uwaga – oryginalną!
Niewątpliwie, część zasługi przypada sprawności warsztatowej autora. Wegner wie jak przykuć uwagę czytelnika, jak sprawić, byśmy niecierpliwie przewracali strony. Wie też jak przywiązać nas do bohaterów, choć przecież – być może pozornie – nie poświęca wiele uwagi przedstawianiu ich nam.

 

Opowieści... - okładka

 

Jednak znakomite pióro to nie wszystko. Z kunsztem ocierającym się o mistrzostwo wykorzystuje Wegner konwencję. Nie poświęca setek znaków na charakterystykę bohaterów, wiedząc, że wystarczy, iż przedstawi nam postaci w kilku słowach, a my natychmiast je rozpoznamy i przyjmiemy jako swoich. Tak samo oferuje nam Wegner świat, w którym czytelnik odnajduje się natychmiast, pomimo natłoku czasem trudnych do wymówienia nazw i imion. Czy nie tak samo nie postępował już kiedyś autor, który doprowadził do rewolucji na polskim rynku fantastyki? Ano tak, Sapkowski. Tyle że tam, gdzie Sapkowski grał z czytelnikiem i z formą, z tej ostatniej pokpiwając sobie czasem, Wegner pozostaje poważny i wierny konwencji. I tu dochodzimy do sedna powodzenia tego autora (można już mówić o popularności, opowiadania Wegnera publikowane w „Science-Fiction, Fantasy i Horror” cieszyły się niesłabnącym zainteresowaniem) – dokonał on czegoś, na co niewielu się odważyło, napisał swoją powieść na serio, z całkowitą powagą. Kiedy używa tzw. dużych słów, jak „honor”, czy „miłość” nie próbuje uciekać od ich ciężaru, nie puszcza oka do czytelnika, nie posiłkuje się grą. Nie stworzył kolejnego postmodernistycznego świata dystansu i świadomych swej umowności, pokpiwających z siebie antybohaterów, którzy od wielu lat opanowali powieści i kino. Jego bohaterowie żyją w świecie rodem z westernu, a tam – jak każe konwencja – honor jest podstawową, napędzającą go siłą. Honor oraz uczucia, o których Wegner potrafi pisać chyba jak żaden inny obecnie autor fantasy, przejmująco, acz bez popadania w przesadę. Opowiadania, osadzone przecież w twardym, męskim świecie, wśród ważących każde słowo żołnierzy, aż kipią od emocji. Towarzyszą one tak patetycznej bitwie we Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami, skomplikowanemu opisowi relacji ludzi żyjących na pograniczu wielu kultur w Gdybym miała brata, jak i w przejmującemu, zapadającemu w pamięć i najmocniejszemu chyba w całym zbiorze Szkarłatowi na płaszczu. W każdym z tych opowiadań są nieco inne, zarazem jednak równie mocne i wyraziste. I to z ich właśnie powodu czyta się książkę Wegnera z zapartym tchem; sama akcja opisana najlepszym nawet piórem, nie wystarczyłaby na stworzenie tak angażującej czytelnika opowieści.

 

Wegner wziął z fantasy to, co w niej najlepsze. Uwierzył, że być może drzemie w nas wszystkich tęsknota za szlachetnymi, honorowymi twardzielami i wykorzystał to, pozostając wiernym konwencji i ufając własnemu pióru. Dzięki temu powstała książka zaskakująco oryginalna przy całej swojej konwencjonalności, porywająca i poruszająca. Jest warta każdej chwili poświęconej jej uwagi. Teraz pozostaje tylko czekać na następny tom (tomy?) i wierzyć, że autor nie zmarnuje tego, co tak zacnie rozpoczął. Na razie otrzymaliśmy bohaterów i wstępny zarys imperium – to zaledwie fundamenty. Pytanie, co Wegner na nich wzniesie.

 

Paweł Czerwiec

 


Robert M. Wegner, Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – południe

Powergraph 2009

ISBN: 978-83-61187-08-0